Zapisz się na newsletter i odbierz bezpłatne szkolenie!

czwartek, 22 lutego 2018

15 spółek w wieloletnich trendach wzrostowych

Inwestując na giełdzie często urywamy po kilka procent zysków z naszych pozycji, ciesząc się, że portfel rośnie. Tymczasem uważna analiza spółek w odpowiednio dalekiej perspektywie pozwala na wyłowienie perełek, które opierają się spadkom i w długim okresie zyskują na wartości.

Wydaje się, że inwestowanie z trendem jest banalnie proste. Wystarczy kupić i trzymać. Niestety praktyka pokazuje, że nie zawsze jest to łatwe zadanie. Wprowadzenie chociażby podstawowych zasad kontroli ryzyka sprawia, że w pewnym momencie przyjdzie czas na sprzedaż posiadanych papierów, niezależnie od wspaniałego trendu, który na nich obserwowaliśmy w przeszłości. Co więcej, jeżeli sprzedamy akcje, a rynek jednak zmieni kierunek i powróci do wzrostów, poniesiemy stratę na wzrostowym rynku. 

Niezależnie jednak od tych bieżących trudności, warto raz na jakiś czas odsunąć się nieco dalej od notowań i poszukać spółek, które pokazują swoją siłę w długim horyzoncie czasowym. W miniony weekend przejrzałem rynek główny analizując wykresy z perspektywie dziesięcioletniej, a następnie raz jeszcze, w perspektywie pięcioletniej. Okazuje się, że nawet mimo lepszych i gorszych okresów na warszawskiej giełdzie można było znaleźć walory, które trwały i trwają do dziś w trendzie wzrostowym.



Analizując poniższe wykresy warto pamiętać, że są to spółki w kilkuletnich trendach wzrostowych aktualnych do dnia dzisiejszego. Jeszcze kilka miesięcy temu zestaw tych spółek byłby inny, ponieważ można by tu było zaprezentować walory takie jak Kruk czy Wielton, które dzisiaj, wedle zasad klasycznej analizy technicznej, zakończyły już swoje trendy wzrostowe i przeszły do ruchów spadkowych. 

Patrząc z drugiej strony, można wyłonić wiele spółek, które znajdują się teraz w rocznych lub dwuletnich trendach wzrostowych. Ruchy te są jeszcze zbyt młode, aby znalazły się w dzisiejszym zestawieniu, lecz być może to właśnie te walory mają przed sobą najlepszy i najbardziej zyskowny dla inwestorów czas. Warto o tym pamiętać.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Rynek dyskontuje przyszłość. Co z tego wynika dla przeciętnego inwestora?

Często słyszymy na giełdzie o tym, że rynki finansowe dyskontują przyszłość. Co to jednak w praktyce oznacza? Bardzo wiele. Okazuje się, że to dyskontowanie ma bardzo konkretne konsekwencje dla naszych portfeli.

Sam mechanizm jest bardzo prosty. Mamy przed sobą dwie spółki A i B. Obie te spółki są zbliżone pod względem uzyskiwanych przychodów i zysków. Spółka A prężnie działa w nowoczesnej rozwijającej się branży. Z roku na rok poprawia wyniki i wydaje się być na wznoszącej. Powiedzmy, że jest to Apple na pewnym etapie swojego funkcjonowania. Tymczasem spółka B, mimo pięknej przeszłości, działa w sposób przestarzały, nie dopasowując się do zmieniającego się świata. Dla kontraktu niech będzie to Kodak, czyli spółka która przegapiła cyfrową rewolucję w fotografii.

Czy wyceny rynkowe obu tych spółek, mimo podobnych wyników finansowych w chwili obecnej, będą różne? Oczywiście! Inwestorzy są w stanie zapłacić zdecydowanie więcej za podmiot, którego przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Istnieje przecież bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że w kolejnych okresach generowane zyski będą wyższe i wyższe, a wartość rynkowa firmy również będzie rosła. Dlatego nie dziwi brak równowagi pomiędzy rynkową wyceną obu spółek.

Z punktu widzenia inwestora również jest to bardzo logiczne. Jeżeli grupa inwestorów kierujących się analizą fundamentalną dojdzie do wniosku, że spółka w kolejnych latach będzie dowoziła solidne wyniki, będzie w stanie zainwestować w nią większe pieniądze. Będą kupowali dotąd, aż w ich ocenie zasypią nierównowagę rynkową pomiędzy bieżącą ceną, a wartością, jaką reprezentuje spółka w długim horyzoncie czasowym. W obliczu takich zagrań wskazania analizy technicznej tracą na znaczeniu i stają się drugorzędne.



Wniosek z tego taki, że rynek nie patrzy na to, jak spółka wygląda w dniu dzisiejszym, jakie ma wskaźniki C/Z czy C/WK, ale jakie wskaźniki będzie miała w przyszłości, w perspektywie nadchodzących lat. Wychodząc już tylko z tego założenia można powiedzieć, że niewielki sens ma inwestowanie wskaźnikowe w oparciu o dzisiejsze poziomy wskaźników, ponieważ są one bezwartościowe. Liczy się tylko to, co będzie, a nie to, co już było i zostało zaraportowane i zarobione.

czwartek, 15 lutego 2018

Certyfikaty ING Turbo sposobem na ożywienie IKE i IKZE

Dla wielu inwestorów konta IKE i IKZE kojarzą się z pasywnym inwestowaniem na emeryturę, czyli najczęściej nudą. Tymczasem dzięki certyfikatom ING Turbo możemy aktywnie uczestniczyć w grze rynkowej, korzystając zarówno na wzrostach, jak i na spadkach.

Certyfikaty Turbo, mimo że nie są nowymi instrumentami na warszawskiej giełdzie, ciągle wydają się być mało znane szerszej publiczności. Zapewne niektórzy obawiają się ich potencjalnego skomplikowania wynikającego z zastosowania mechanizmów typu bariera lub konck-out. W dzisiejszym wpisie realizowanym we współpracy z ING będącym emitentem tych certyfikatów, pokażę, jak one działają oraz jak można je wykorzystać w praktyce, aby usprawnić swoje inwestowanie.

Czym są certyfikaty ING Turbo?


Przede wszystkim należą do grona certyfikatów strukturyzowanych notowanych na GPW. Należy je odróżnić od certyfikatów strukturyzowanych oferowanych przez instytucje finansowe klientom detalicznym, czyli struktur o trudnych niekiedy do ustalenia zasadach działania. Instrumenty notowane na GPW mają swoją standaryzację, dzięki czemu inwestorzy mogą w precyzyjny sposób zaplanować i zrealizować swoje transakcje.

Konstrukcja samego certyfikatu opiera się na kilku podstawowych zasadach działania. Po pierwsze, jest to instrument rynku kasowego. Oznacza to, że obrót nim, w przeciwieństwie do kontraktów terminowych i opcji, możliwy jest również w ramach rachunków IKE i IKZE. O tym aspekcie napiszę jeszcze pod koniec artykułu.



Po drugie, certyfikaty Turbo oferują inwestorom dźwignię finansową. Oznacza to, że możemy otwierać pozycje przekraczające swoją wartością kapitał użyty przez nas, jako inwestorów. Pozostałą część dokłada za nas ING N.V., czyli holenderski emitent tych produktów.

Po trzecie, dzięki certyfikatom Turbo możemy również zarabiać na spadkach. Na każdy instrument bazowy notowane są certyfikaty long, zarabiające na wzrostach oraz certyfikaty short, zarabiające na spadkach. Co ważne, za każdym razem kupujemy certyfikat, nawet ten zarabiający na spadkach.

Po czwarte, korzystając z certyfikatów Turbo nie możemy stracić więcej niż wartość środków, które zainwestowaliśmy. Nie będzie więc miała miejsce sytuacja, w której dom maklerski zażąda od nas dopłaty do pozycji. Z tego też względu korzystając z tych certyfikatów nie musimy utrzymywać żadnego depozytu zabezpieczającego na rachunku. Podobnie jak w przypadku akcji, wartość naszej inwestycji może spaść co najwyżej do zera.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails