Z kodem HUMANISTAWS22 otrzymasz 100 zł zniżki na udział w konferencji!

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Bananowa giełda, czyli kryzys zaufania na rynku

Niemal w każdym aspekcie naszego życia ważne jest zaufanie do drugiej osoby czy też podmiotu, z którym mamy do czynienia. Szczególnie ważne jest to w relacjach finansowych, gdy trzeba zaryzykować własnymi oszczędnościami. W ostatnich latach warszawski rynek znajduje się w permanentnym kryzysie zaufania, z którego wyjście nie będzie łatwym zadaniem.

Trwa właśnie przedsprzedaż drugiej książki Michała Szafrańskiego, zatytułowanej Zaufanie, czyli waluta przyszłości. Mimo że książka nie traktuje stricte o inwestowaniu, jej tytuł idealnie oddaje istotę kryzysu, z jakim mamy obecnie do czynienia na polskim rynku kapitałowym.

Tym co pchnęło mnie do napisania dzisiejszego tekstu są wydarzenia z minionego poranka. Duża spółka giełdowa, GetBack S.A. opublikowała oficjalny komunikat, w którym poinformowała, że prowadzi rozmowy na temat finansowania z dwoma dużymi podmiotami z rynku kapitałowego - Bankiem PKO BP S.A. oraz Polskim Funduszem Rozwoju S.A. W ciągu zaledwie godziny od publikacji powyższego komunikatu obie wymienione instytucje poinformowały, że żadnych rozmów z GetBack nie prowadzą i zapowiedziały zawiadomienie Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie możliwej próby manipulacji kursem akcji.



Nie wiemy jeszcze, jak rozwinie się ta sytuacja, gdyż wydarzenia biegną bardzo szybko. Zastanawiam się jednak, jak inwestor indywidualny ma mieć zaufanie do rynku kapitałowego, jeżeli oficjalny komunikat giełdowej spółki może być, jak to na chwilę obecną się wydaje, ewidentnie nieprawdziwy. A przypomnijmy, że GetBack jest spółką wchodzącą w skład indeksu mWig40, dysponująca jeszcze niedawno kapitalizacją na poziomie 2,5 mld zł, co więcej, publikującą jak dotąd świetne wyniki finansowe.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Podsumowanie trzech miesięcy daytradingu na FW20 - zysk +14,24%

Pierwszy kwartał tego roku był jednocześnie pierwszym okresem mojego poważniejszego tradingu na kontraktach terminowych na Wig20. Z jednej strony pojawił się zysk, co niewątpliwie cieszy, ale z drugiej wyszły określone trudności, które będę musiał w kolejnych miesiącach przezwyciężyć.

Jak być może pamiętacie z początkiem nowego roku rozpocząłem regularny daytrading na kontraktach terminowych na indeks Wig20. Posiadając określoną strategię przetestowaną na danych historycznych starałem się wykonywać ją maksymalnie skutecznie, aby sprawdzić, czy wyniki teoretyczne pokrywają się z rzeczywistością. I podsumowując muszę stwierdzić, że wyniki mogłyby się pokrywać, gdyby nie błędy popełnione przeze mnie podczas realizacji strategii.

Wyniki


W ciągu pierwszych trzech miesięcy inwestowania strategia przyniosła zysk na poziomie 14,24%. Jako kapitał startowy przyjmuję 10 000 zł na każdy handlowany kontrakt i od tego poziomu mierzę rezultaty. Strategia nie zakłada żonglowania wielkością pozycji, takie przeliczenie jest więc wiarygodne.

Czy zysk na poziomie 14% jest to dużo czy mało? Z punktu widzenia wartości bezwzględnych jest to z pewnością wynik nie najgorszy. Jednak teoretyczny wynik strategii w tym okresie przekroczył 20%, więc można powiedzieć, że moje rezultaty są jednak istotnie gorsze od modelu, który próbuję replikować. Dlaczego tak się stało?



Wyniki historyczne kontra realny trading


W pierwszej kolejności napiszę o obciążeniach czasowych. Dla wielu osób daytrading jest tożsamy z siedzeniem przy notowaniach przez cały dzień. Tymczasem w moim wypadku ograniczało się to do bycia przy notowaniach w fazie otwarcia rynku, aby sprawdzić, jak otwarcie wyglądało i odpowiednio ustawić zlecenia. Następnie w ciągu dnia weryfikowałem, czy pozycja została otwarta i składałem zlecenia na zamknięcie rynku. W ciągu tych trzech miesięcy zawarłem 30 transakcji, co przekłada się średnio na 10 transakcji miesięcznie. Jak widać nie każdego dnia pozycja była otwierana.

środa, 4 kwietnia 2018

Spółki Ciekawe Technicznie - kwiecień 2018 - portfel -1,93%

Wydawać by się mogło, że luty był kiepskim miesiącem na warszawskiej giełdzie, a tymczasem marzec i początek kwietnia wyglądają, jakby i te miesiące rywalizowały o palmę pierwszeństwa w byciu najgorszym z ostatnich okresów dla posiadaczy akcji. Niemniej nie cały rynek spada i są jeszcze spółki, które opierają się przecenie. Dzisiaj takich spółek poszukamy.

Od styczniowego szczytu minęło prawie 2,5 miesiąca. W tym czasie indeks Wig20 stracił na wartości ponad 16% pokazując, że wzrosty na giełdzie nie są niczym pewnym. Co więcej, wydarzyło się to tuż po osiągnięciu przez indeks WIG nowych historycznych maksimów. O słabości tej symbolicznej chwili niech świadczy fakt, że na rekordowych poziomach znajdowaliśmy się na przestrzeni jednej tylko sesji giełdowej. Wszystkie kolejne ułożyły się w trwającą do dnia dzisiejszego kaskadę.



Tracą głównie spółki duże, ale przecenie poddają się również podmioty średnie, małe i te zupełnie najmniejsze, których kondycji nie reprezentuje żaden indeks.

Czy w takim otoczeniu warto inwestować, czy może lepiej już oczekiwać na nadejście bessy, niezależnie od tego, z jakiego kierunku ona do nas nadejdzie?

Wszystko zależy oczywiście od naszej strategii inwestycyjnej. Jeżeli jesteśmy inwestorem, dla którego fundamenty są najważniejsze i dostrzegamy spółki posiadające silną pozycję rynkową, dobre perspektywy i do tego atrakcyjnie wycenianą przez rynek to niezależnie od panujących nastrojów powinniśmy dokonać transakcji. Podobnie przy kierowaniu się analizą techniczną. Widząc spółkę w niezakłóconym trendzie wzrostowym, powinniśmy trzymać się jej tak długo, jak długo trend trwa. Sęk w tym, że takich spółek na warszawskiej giełdzie jest stosunkowo niewiele.



Jak widzimy na powyższym wykresie znajdujemy się już na poziomach z początku 2017 roku. Same nastroje pompowane wojną handlową pomiędzy USA i Chinami również nie są najlepsze, więc trudno jest dzisiaj odnaleźć optymistów oczekujących pokonania ostatnich szczytów na indeksach.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails